poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Shake the disease

Nie ma nic złego w prostej piosence, balladzie o miłości. O ile śpiewa ją Martin Gore, o ile sobie pozwolę na wydostanie się słonego płynu ze swojej gałki ocznej, oh jak oczyszczającego.
Boże, ile razy można próbować?




niedziela, 16 grudnia 2012

Stagger In Pain

Kolejny dzień, w którym niczego bardziej nie pragnę, ponad to, by się zakończył. Dużo takich dni ostatnio. Zbyt dużo.


niedziela, 11 marca 2012

There`s no time to waste.

W tak zwanym międzyczasie skończyłam lat 21, co absolutnie nie zmienia nic, oprócz kwestii liczbowo-metryczkowej. A może tak tylko mi się zdaje. Może nie zmienia się nic w biegu wydarzeń, ale sporo refleksji zatańczyło "danse macabre" w mojej głowie. Bezterminowo powołany Komitet Do Spraw Ulepszeń w trójosobowym składzie : Polis- Soma- Psyche w sposób całkiem jednomyślny i zintegrowany zatwierdziły "wiosenne porządki". W ich wyniku dosyć znacznie zmieniła się moja sytuacja osobista, co inni niedosłownie określają mianem "stanu/ statusu cywilnego". To oczywiście łatwe nie było, ale relacje damsko-męskie z natury swej rzeczy nie są proste oraz klarowne. Musiałam.
Jest jeszcze szereg rzeczy do zrobienia i spraw do przemyślenia, ale nawet nie mam ochoty ich tutaj przedstawiać, bo pod naporem ciężaru "wyroku" jaki zasądził mój Komitet, chyba rozłożyłabym łóżko i skuliłabym się pod kołdrą, by trwać tak do wieczora, a potem przez noc do ranka. Ale wysnułam jeden potężny, choć może wydawałoby się mało odkrywczy wniosek. Mianowicie : NIE MA CZASU NA MRZONKI. Czuję, że moje życie jest za krótkie i za cenne, by prowadzić dywagacje nad rzeczami nierealnymi ( bądź mało realnymi, o prawdopodobieństwie spełnienia 1: 0,000000000000000001). Nie jest tak, że chcę się wcielić w rolę twardej, zimnej, bezkompromisowej Mrs Konkret, ale perorowanie nad kwestiami całkowicie lub prawie niemożliwymi sprawia, że czuje się mega naiwna, mega bezpłodna, bez poczucia koherencji, z czasem swobodnie przeciekającym przez sine od zimna spowodowanego bezruchem palce.
Po prostu koniec, czas zacząć budować na solidnych fundamentach i wyjść z marazmu fantazji-o-niczym.
Czas start. Przyszłość należy do mnie. Czas produktywnie wypełnić piękne, acz trudne zadanie życia. Nie ma miejsca na zbędne wątpliwości i samokreujące się nie wiadomo z jakiej materii problemy.
Czuje, że idzie wiosna. Nie ważne jaka będzie temperatura i aura. Idzie wiosna, rozkwit, tworzenie, produkt, oddech, uśmiech, życie. Idzie. Już słyszę kroki...


Psssssssssssssssyche.




sobota, 31 grudnia 2011

All my colours...

No i jest. Nadszedł. Przybył niepostrzeżenie, bez szumu, patosu, poklasku i owacji na stojąco. Skromny, szary, ze słońcem przebijającym przez zachmurzoną facjatę. Ostatni dzień. Spokojnie, to tylko ostatni dzień Roku 2011, a nie ten Sądny. Dobrze- jest jeszcze sporo do zrobienia.
Niektórzy czekali na ten moment z niecierpliwością, by w uroczystych strojach, w szampańskim, beztroskim nastroju, w gronie przyjaciół lub może na balowej sali, bawić się i z radością witać to, co nadejdzie. Inni również czekali- ale po to, by znietrzeźwić się do nieprzytomności, potem chwalić się, ile mogą wypić, jaka to wydolna jest ich wątroba ( a jaka głupia głowa - nie mogłam się oprzeć, wybaczcie ten komentarz odautorski) i bezrefleksyjnie szaleć, bo przecież w ten dzień można bezkarnie. Jeszcze inni z pełną powagą czynią rachunek sumienia, sporządzają bilans strat i zysków (celowo "straty" na miejscu pierwszym- pesymistycznym i dosyć samokrytycznym narodem jesteśmy) oraz z zadumą wspominają wydarzenia ostatnich 365. dni.

Cóż, ja nie zamierzam składać w tym miejscu życzeń, nie tylko dlatego, że czytelników tego bloga mogę policzyć na palcach jednej ręki, lecz dlatego, że życzenia często emanują hipokryzją. Dla mnie są one raczej organicznie- już w swej naturze- nieszczere. Są według mnie taką swoistą projekcją naszych własnych pragnień, zamysłów i pobożnych życzeń wypowiedzianych przy użyciu 2 osoby liczby pojedynczej.

Więc życzę SOBIE : jeszcze więcej wiary (Panie, przymnóż ! ), niedzielenia włosa na czworo, niezaprzepaszczania największego daru jakim jest czas, zamiany postawy perfekcjonistycznej na postawę "staram się-jak-MOGĘ", silnej woli oraz motywacji.
Całą resztę mam- dostałam od Niego. Muszę tylko nauczyć się z tą spuścizną efektywnie współpracować.



"Mapa wspomnień i krętych dróg szkielet utwardza mi,
W klatce z kości mięsień wiotki pulsuje, przyspiesza rytm"















poniedziałek, 14 listopada 2011

Creatio

Po pierwsze - widzieć. Po drugie- słyszeć. Po trzecie- dotykać. Po czwarte- czuć. Po piąte- smakować.
Po szóste ? Przeczuwać ?

Chodzić, biegać, przewracać się, budzić się, zasypiać, wstawać, wzrastać, rozwijać się,  naśladować, poznawać, myśleć, doświadczać, uczyć się, edukować się, kształcić, rozmawiać, słuchać, polemizować, tworzyć, produkować, pracować, relaksować się, śpiewać, grać, muzykować,  tańczyć, malować, rzeźbić, wyklejać, wędkować, polować, spacerować, gotować, czytać, zarabiać, wydawać, kupować, budować, przyjaźnić się, podziwiać, adorować, flirtować,  kochać, ufać, szanować, dawać, ofiarować, brać, czerpać, trwać, planować, kosztować, odkrywać, konstytuować, odpoczywać, żartować, prosić, przepraszać, dziękować. Być. Żyć.

Co daję nam tę siłę ? Adrenalina, noradrenalina, serotonina, dopamina, oksytocyna czy Boże tchnienie ŻYCIA?  Życia,  w którym w odróżnieniu od istnienia,  zadane jest bycie.





sobota, 5 listopada 2011

Urban jungle

Jak bardzo jestem rada, że powoli degraduję w sobie poczucie presji społecznej. Myślę, a raczej wiem, iż nie da się jej doprowadzić do poziomu zerowego. Ale na przestrzeni ostatnich kilku lat silnie zmieniła się moja optyka. Może to dosyć banalne wnioski : jednostka ludzka nie jest warta tyle, ile wnosi do społeczeństwa. Bo potrzebny, w utylitarnym spojrzeniu na sprawę, jest każdy : piekarz, dekarz, brukarz, lekarz, dziennikarz, aptekarz, matematyk, dietetyk, teolog, psycholog, biolog. Każdy element, człon jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania misternej machiny organizmu zbiorowości. Lecz niestety nie każdego traktuje się równo. Hierarchie wszechobecne są w kulturze od zarania dziejów.  Jednych szanuję się bardziej, innych mniej, ostatnimi pomiata. Prestiż, poklask, rozgłos, nie wspominając o wysokich wpływach finansowych to coś, do czego dąży wielu za nas. Nawet podświadomie. I nie chcę nazywać tych ludzi bezwartościową i beznamiętną masą. Taką mamy kulturę, to nasi dziadkowie oraz rodzice wpajali nam od najmłodszych lat." Rób tak, aby się liczyć..."

Dla mnie człowiek jest realnie tym, kim się czuje. Jeśli postępuje zgodnie ze swoim sumieniem, zachowuje twardy szkielet uformowany na własnej moralności, odnajduje się w tym, czym się zajmuje, ma pasję, wiarę oraz energie życiową jest najwyższą wartością dla społeczeństwa. Dziękuję Panu, że obdarował mnie takim zdrowym egocentryzmem. Polega on na tym, że będąc w danej zbiorowości staram się nie osądzać i nie wartościować jej jednostek. Idąc przez życie, wpatruję się w siebie, postępuje zgodnie ze sobą, swym etosem, kształtuję siebie zgodnie z własnym rytmem i wsłuchuję w potrzeby ducha. Moim zdaniem, życie formowane w ten sposób może stać się kiedyś najcenniejszym skarbem.



"Przecież człowiek nie jest swoim imieniem! Nie jest swoim zawodem. Nie jest domem, który ma nad morzem. Jeśli więc nauczymy się umierać za życia, tak jak mędrcy z przeszłości, wtedy pójdziemy na spotkanie ze śmiercią z ogromną ciekawością (...)"  
fragment artykułu "Dopełnieni", Zwierciadło,
                                                                                                                                      listopad 2011


Na koniec postu mała andegotka w postaci dialogu :

Babcia: I co, Marcin dzwonił ? Jak mu tam w tej Holandii?
Ja : Dobrze, w końcu. Dostał pełen etat, samochód służbowy, tylko mówił, że ludzie mieszkający z nim w domu są jacyś dziwni .
Babcia : Dziwni ? Może dlatego, że są inni niż on...