Jak bardzo jestem rada, że powoli degraduję w sobie poczucie presji społecznej. Myślę, a raczej wiem, iż nie da się jej doprowadzić do poziomu zerowego. Ale na przestrzeni ostatnich kilku lat silnie zmieniła się moja optyka. Może to dosyć banalne wnioski : jednostka ludzka nie jest warta tyle, ile wnosi do społeczeństwa. Bo potrzebny, w utylitarnym spojrzeniu na sprawę, jest każdy : piekarz, dekarz, brukarz, lekarz, dziennikarz, aptekarz, matematyk, dietetyk, teolog, psycholog, biolog. Każdy element, człon jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania misternej machiny organizmu zbiorowości. Lecz niestety nie każdego traktuje się równo. Hierarchie wszechobecne są w kulturze od zarania dziejów. Jednych szanuję się bardziej, innych mniej, ostatnimi pomiata. Prestiż, poklask, rozgłos, nie wspominając o wysokich wpływach finansowych to coś, do czego dąży wielu za nas. Nawet podświadomie. I nie chcę nazywać tych ludzi bezwartościową i beznamiętną masą. Taką mamy kulturę, to nasi dziadkowie oraz rodzice wpajali nam od najmłodszych lat." Rób tak, aby się liczyć..."
Dla mnie człowiek jest realnie tym, kim się czuje. Jeśli postępuje zgodnie ze swoim sumieniem, zachowuje twardy szkielet uformowany na własnej moralności, odnajduje się w tym, czym się zajmuje, ma pasję, wiarę oraz energie życiową jest najwyższą wartością dla społeczeństwa. Dziękuję Panu, że obdarował mnie takim zdrowym egocentryzmem. Polega on na tym, że będąc w danej zbiorowości staram się nie osądzać i nie wartościować jej jednostek. Idąc przez życie, wpatruję się w siebie, postępuje zgodnie ze sobą, swym etosem, kształtuję siebie zgodnie z własnym rytmem i wsłuchuję w potrzeby ducha. Moim zdaniem, życie formowane w ten sposób może stać się kiedyś najcenniejszym skarbem.
"Przecież człowiek nie jest swoim imieniem! Nie jest swoim zawodem. Nie jest domem, który ma nad morzem. Jeśli więc nauczymy się umierać za życia, tak jak mędrcy z przeszłości, wtedy pójdziemy na spotkanie ze śmiercią z ogromną ciekawością (...)"
fragment artykułu "Dopełnieni", Zwierciadło,
listopad 2011
Na koniec postu mała andegotka w postaci dialogu :
Babcia: I co, Marcin dzwonił ? Jak mu tam w tej Holandii?
Ja : Dobrze, w końcu. Dostał pełen etat, samochód służbowy, tylko mówił, że ludzie mieszkający z nim w domu są jacyś dziwni .
Babcia : Dziwni ? Może dlatego, że są inni niż on...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz